10
lat później...
Stałem
na dachu ogromnego wieżowca czekając na swoją ofiarę. Hank Miller
był zwyczajnym niczym nie wyróżniającym się mężczyzną, po
prostu znalazł się w nie właściwym miejscu i w niewłaściwym
czasie. W oknie naprzeciw mnie zapaliło się światło, przyłożyłem
prawe oko do lunety karabinowej namierzając cel. Wstrzymałem oddech
i powoli nacisnąłem spust. Pocisk wystrzelił
zostawiając sporą dziurę w czole ofiary. W pośpiechu pozbierałem
sprzęt a następnie pognałem w stronę schodów pożarowych.
Znalazłszy
się bezpiecznie na dole, jak gdyby nigdy nic wmieszałem się w tłum
ludzi zapewne wracających z pracy. Wyciągnąłem z kieszeni telefon
wykręcając dobrze znany mi numer.
-
Zadanie wykonane - odparłem wykrzywiając
twarz w delikatnym uśmiechu
-
Dobra robota Loganie. Pieniądze dostaniesz wieczorem a teraz wiesz
co masz robić -mężczyzna zakończył rozmowę. Otworzyłem tylną
klapę telefonu, następnie wyjąłem baterię a kartę przełamałem
na dwie równe części wrzucając do pobliskiego śmietnika. To była
część procesu w ten sposób nikt nigdy nie zdołał mnie
namierzyć, byłem niczym cień.
Dotarłem
do mieszkania gdy ciemność całkowicie spowiła miasto. W skrytce
znajdującej się pod podłogą schowałem broń, która była
zamknięta w starym i już nieco zniszczonym futerale po skrzypcach.
Przetarłem zmęczone
oczy cicho wzdychając. Od kilku lat właśnie tak wyglądało moje
życie. Zająłem miejsce na skórzanej
sofie stojącej pod ścianą. W jednej ręce trzymałem butelkę
najlepszej whiskey jaką amerykanie zdołali wyprodukować a w
drugiej pilota od telewizora. Nacisnąłem guzik a moim oczom ukazały
się najświeższe wiadomości. Wziąłem potężnego łyka ciemnego
trunku, przyjemne ciepło przelało się przez moje ciało a serce
znowu zaczęło szybciej pracować. Nagle moich uszu dobiegł głos
spikera.
-
Mężczyzna
ginie w tajemniczych okolicznościach – oznajmij
stojąc w mieszkaniu Millera – Nie ma świadków ani żadnych
dowodów na
to kto
mógłby stać za tą okrutną zbrodnią – rozłożył dłonie w
geście bezradności. - Jeśli jednak jest ktoś kto widział coś
podejrzanego prosimy o szybki kontakt z policją – dokończył a na
ekranie pojawiły się reklamy. Ktoś zapukał do drzwi. Zwlokłem
się z kanapy i przekręciłem srebrną gałkę, moim oczom ukazał
się Jax. Poznałem go w ośrodku szkoleniowym, był ulubieńcem
mistrza Jina dopóki
się nie zjawiłem. Wiedziałem, że mnie nienawidzi. Byłem od niego
szybszy, silniejszy oraz zdolniejszy, nie mógł tego przeboleć.
Wpuściłem go do środka. Czarną walizkę, którą trzymał w ręce
położył na blacie w kuchni.
-
Twoje wynagrodzenie – odparł wsuwając
dłonie do kieszeni
-
Dzięki – burknąłem – to wszystko ?
-
Co to ? - spytał wskazują pod brudkiem ścianę całą pokrytą
zdjęciami oraz różnymi wycinkami z gazet
-
Nie twoja sprawa – syknąłem
– wynoś się – blondyn rzucił mi złowrogie spojrzenie po czym
zniknął. Moje ciało ogarnęło zmęczenie. Wszedłem do sypialni a
w zasadzie pseudo sypialni iż było to puste pomieszczenie z wielkim
materacem leżącym na podłodze. Wziąłem w dłonie fotografię
oprawioną w ramkę. Zdjęcie przedstawiało małego chłopca w
objęciach kobiety. Przymknąłem
powieki a w mojej głowie momentalnie pojawiły się demony
przeszłości...
-
Tato, Tato spójs …. - krzyknął malec wywijając zeszytem
-
Loganie co ja ci mówiłem, zamiast zajmować się głupotami mógłbyś
przeznaczyć ten czas na ćwiczenia – odparł brunet
-
Kochanie nie krzycz na niego – drobna blondynka kucnęła przy
chłopczyku całując go w policzek – co namalowałeś skarbie –
spytała łagodnym tonem
-
peska – uśmiechnął się pokazując dzieło mamie. Kobieta objęła
go tuląc mocno do siebie – Kocham cię szkrabie …
Poczułem
jak po moich policzkach płyną łzy wtuliłem się w poduszkę cicho
szlochając. Tak cholernie tęskniłem. Ktoś kiedyś powiedział,
że ból w końcu minie zostawiając jedynie małą bliznę. To było
kłamstwo. Ból wcale nie minął tylko wracał każdej nocy ze
zdwojoną siłą powodując trudności w oddychaniu. Wspomnienia
przeżytego horroru nie dawały mi spokoju. Zemsta się musi dopełnić
inaczej moja dusza nigdy nie będzie wolna....
***
-
Masz go znaleźć a następnie zlikwidować – Law stał plecami do
mnie obserwując przez szybę słońce zachodzące nad Tokio.
-
To wszystko ? - spytałam spoglądając na przystojnego bruneta ze
zdjęcia
-
Spraw żeby cierpiał - choć nie widziałam jego twarzy wiedziałam,
że się uśmiechnął – Ostatni z rodu Hendersonów musi zginąć
więc nie spieprz tego
-
Nie martw się nie zawiodę – nałożyłam na ramiona swój czerwony
płaszcz – Za godzinę mam samolot po jutrze powinno być po
wszystkim – oznajmiłam
-
Powinno ? - odwrócił się mierząc
mnie wzrokiem
– chyba się przesłyszałem...
-
Będzie – poprawiłam
-
Tak myślałem... a teraz idź – skinął głową na pożegnanie a
ja opuściłam przestronny gabinet. Niedługo potem dotarłam na
lotnisko. Przeszłam przez odprawę bagażową i już po chwili
siedziałam na swoim miejscu. Oparłam czoło o niewielką szybę
rozmyślając nad sposobem pozbycia się niejakiego Logana. Z letargu wyrwała mnie dopiero stewardesa
- Podać Pani coś do picia - uśmiech miała chyba przyklejony do twarzy
- Tak poproszę Pepsi - włożyłam słuchawki do uszu oczekując na ulubiony napój.
***
Obudził mnie potworny ból głowy. Wygrzebałem się spod pościeli udając do łazienki. Gdy ujrzałem swoje odbicie w lustrze - przestraszyłem się. Przede mną stał wrak człowieka. Odkręciłem kurek przemywając twarz chłodną wodą. Zmieniłem ciuchy oraz założyłem ciemne okulary na zapuchnięty oczy po czym wyszedłem z mieszkania. Wcisnąłem dłonie do kieszeni jeansów idąc przed siebie. Nie miałem konkretnego celu, po prostu włóczyłem się po mieście. Świeże powietrze było lekarstwem na truciznę płynącą w moich żyłach. Przystanąłem na skraju parku obserwując dziecko bawiące się ze swoim ojcem. Ja nie miałem prawdziwego dzieciństwa. Odwróciłem się na pięcie wpadając na kogoś. Gorąca substancja poparzyła moje ciało.
- Przepraszam Pana - głos kobiety był wyraźnie zdenerwowany
- To moja wina - odparłem szybko - powinienem uważać jak chodzę
- Teraz przez to nie dostarczę organizmowi odpowiedniej dawki kofeiny - zaśmiała się
- A więc kupię Pani następną
Przeszliśmy na drugą stronę ulicy wchodząc do małej ale za to przytulnej kawiarenki. Stoik w rogu był pusty więc zajęliśmy miejsca a kelnera przyjęła zamówienie. Zdjąłem czapkę wraz z okularami odkładając je na bok. Jej szmaragdowo zielone oczy wbite były w moją twarz. Nieprzyjemny chłód przeszedł przez mój kręgosłup.
- Przepraszam Pana - głos kobiety był wyraźnie zdenerwowany
- To moja wina - odparłem szybko - powinienem uważać jak chodzę
- Teraz przez to nie dostarczę organizmowi odpowiedniej dawki kofeiny - zaśmiała się
- A więc kupię Pani następną
Przeszliśmy na drugą stronę ulicy wchodząc do małej ale za to przytulnej kawiarenki. Stoik w rogu był pusty więc zajęliśmy miejsca a kelnera przyjęła zamówienie. Zdjąłem czapkę wraz z okularami odkładając je na bok. Jej szmaragdowo zielone oczy wbite były w moją twarz. Nieprzyjemny chłód przeszedł przez mój kręgosłup.
***
Nie mogłam uwierzyć w to co widzą moje oczy. Siedziałam na przeciw mężczyzny, którego miałam zabić. To musiał być jakiś pieprzony żart. Jego twarz rozjaśnił uśmiech a moje serce zabiło szybciej.
- Jestem Tommy - skłamał lecz ton jego głosu był niezwykle uwodzicielski. Nogi miałam jak z waty.
- Elena - wymyśliłam jakieś imię na szybko delikatnie odwzajemniając uśmiech. Po raz pierwszy znalazłam się w tak chorej sytuacji zwykle to nie bywam na pogaduszkach ze swoimi ofiarami. Starałam się jak mogłam unikać spojrzenia jego czekoladowych oczu, niestety kiepsko mi szło. Wzięłam łyka parującego napoju przymykając powieki.
- Czym się zajmujesz - spytał nie odrywając ode mnie wzorku
- Projektuje ubrania - w zasadzie nie kłamałam projektowanie było moją pasją
- Rozumiem, że ten płaszcz to twoje dzieło - wskazał na czerwony materiał na moimi plecami.
- Tak owszem - pokiwałam głową i dopiłam resztkę kawy - muszę iść, miło było cię poznać Tommy - podałam mu rękę i szybkim krokiem opuściłam kawiarnie. Głęboko odetchnęłam gdy nagle poczułam jak ktoś łapie moją rękę
- Nieźle kłamiesz - usłyszałam szept. Wyswobodziłam się z uścisku a brunet upadł na kolana
- Skąd wiesz, że kłamię - spytałam spoglądając na niego z góry
- Hm... powiedzmy, że mam coś w rodzaju 6 zmysłu - zacisnęłam dłoń w pięść lecz chłopak przewidział mój ruch. Odsunął się w porę unikając ciosu. Był zwinny. Na mojej twarzy zamajaczył grymas. Brązowooki podniósł się na nogi.
- zatańczymy ? - spytał nie spuszczając ze mnie wzroku
- z miłą chęcią - odparłam atakując pierwsza. Był cholernie szybki potrafił odczytać każde moje posunięcie. Imponował mi. Wskoczyłam jedną nogą na pobliską ławkę, wybiłam się w powietrze a drugą nogą wymierzyłam solidne uderzenie w twarz chłopaka. Zachwiał się po czym upadł. Czerwona ciecz buchnęła z jego warg. Wylądowałam z gracją tuż obok. Po raz kolejny wstał, otarł krew wierzchem dłoni blokując mój ruch. Złapał mnie w kleszcze swojego uścisku, choć próbowałam nie mogłam się oswobodzić.
- I co teraz Eleno - syknął. Przegrałam. - A ja chciałem cię tylko zaprosić na kolację - odrzekł kiwając głową - tak naprawdę nie sądziłem, że mnie okłamałaś, chciałem tylko jakoś zagadać a tu proszę ...- zacmokał z podziwem
- Oferta dalej aktualna ? - spytałam ciężko oddychając
- O 20 pod restauracją ''Glance'' - puścił mnie i wsiadł do nadjeżdżającej taksówki
Usiadłam na krawężniku. Boże co się ze mną działo. Schowałam twarz w dłonie a z moich oczu pociekły słone łzy....